Polska pomoc

Światowy Dzień Uchodźcy

Fizyk Albert Einstein, sekretarz stanu USA Madeline Albright czy piosenkarka M.I.A. zyskali sławę w różnych dziedzinach, ale mają przynajmniej jedną cechę wspólną: wszyscy byli uchodźcami. Podobnie jak piosenkarka Gloria Estefan, aktorka Marlena Dietrich, koszykarz ligi NBA Luol Deng czy piłkarz Mario Stanic.

Pewnie nie usłyszelibyśmy nigdy utworu „The show must go on” grupy The Queen, gdyby Wielka Brytania nie udzieliła swego czasu schronienia rodzinie Freddiego Mercurego (właściwie Farrokh Bulsara) uciekającej z destabilizowanego po rewolucji Zanzibaru. Madeline Albright (właśc. Marie Jana Korbelová), zanim stała się jedną z najbardziej wpływowych kobiet w amerykańskiej polityce musiała z rodzicami dwukrotnie uciekać z Czechosłowacji – w 1938 r. przed nazistami i w 1950 r. przed komunistami.

Uchodźcy zawsze stanowili część historii świata, podobnie jak wojny i kataklizmy. Jednak od stosunkowo niedawna ludzie ci mogą liczyć na międzynarodową ochronę prawną. Dopiero tragiczne doświadczenia pierwszej połowy XX wieku skłoniły światowych przywódców do ustalenia reguł postępowania i ochrony osób, które nie mogą liczyć na bezpieczeństwo we własnej ojczyźnie. W grudniu 1950 r. nowopowstała Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) powołała Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców, który miał odpowiadać za prowadzenie i koordynację działań mających na celu ochronę uchodźców i rozwiązywania ich problemów na całym świecie. 27 lipca 1951 r. podpisano w Genewie Konwencję Dotyczącą Statusu Uchodźców (stąd znana jest też jako Konwencja Genewska z 1951), którą zmieniono następnie Protokołem nowojorskim z 1967 roku.

Dokument zdefiniował jako uchodźcę osobę, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa” (art. 1.3). Konwencja zobowiązuje uchodźcę m.in. do „przestrzegania praw i przepisów” państwa, w którym się znajduje (art. 2) i nadaje mu gwarancje określonego traktowania (np. nie gorsze niż ustalone dla cudzoziemców). Dopuszcza też pewne ograniczenia tych praw poprzez podjęcie środków tymczasowych, które uważa za niezbędne dla bezpieczeństwa narodowego (art. 6).

Podstawową zasadą Konwencji Genewskiej jest „niezawracanie” (non-refouelment) osób ubiegających się o pomoc do krajów, gdzie może grozić im niebezpieczeństwo. Uchodźcą nie może być osoba przybywająca z państwa uznanego za bezpieczne, która zyskała taki status w innym kraju, lub popełniła wymienione w Konwencji zbrodnie.

Polska przystąpiła do Konwencji dopiero po przemianach systemowych w 1991 r. Jednak ma ogromny wkład w całą historię uchodźctwa, zarówno jako kraj goszczący osoby zagrożone i zmuszający niektórych do wyjazdu. Rzeczpospolita Obojga Narodów stanowiła przez stulecia bezpieczną przystań dla uciekających przed prześladowaniami i wojnami Żydów, Tatarów, czy protestantów. Po II wojnie światowej do Polski przybywali greccy komuniści nie mogący pogodzić się z klęską rewolucji czy Czeczeni po przegranej wojnie z Rosją.

Polacy korzystali z pomocy innych państw po przegranych rozbiorach w XVII w., powstaniach narodowych w XIX wieku i chroniąc się przed dwoma tragicznymi konfliktami w wieku XX w. Podczas II wojny światowej prawie 120 tysięcy polskich żołnierzy i cywilów znalazło schronienie w Iranie, a kilka tysięcy polskich sierot dotarło do egzotycznych Indii. Korzystając z gościny „dobrego maharadży” Jam Sahiba Digvijay Sinhji, kontynuowali naukę w polskich szkołach w Balachadi i przetrwali wojnę. Polacy docierali na Bliski Wschód, do Anglii, Stanów Zjednoczonych a nawet Australii czy Nowej Zelandii. W okresie PRL-u kolejne fale uchodźców obejmowały osoby żydowskiego pochodzenia po nagonce antysemickiej w 1968 r. czy członków opozycji demokratycznej po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r.

Chociaż po końcu zimnej wojny Polacy nie musieli uciekać z kraju z przyczyn politycznych czy światopoglądowych, nie znaczy to, że sam problem uchodźców przestał istnieć. Wręcz przeciwnie, obserwujemy stały wzrost liczby osób szukających schronienia za granicą. W 2019 r. padł kolejny rekord – liczbę uchodźców szacowano na prawie 26 milionów – najwięcej od końca II wojny światowej. Wśród nich największe grupy stanowili: Syryjczycy (6,7 miliona), Afgańczycy (2,7 miliona) i obywatele Sudanu Południowego (2,3 miliona). Większość z nich znajduje schronienie w krajach sąsiednich (np. 3,7 miliona w Turcji; 1,4 miliona w Pakistanie; 1,2 miliona w Ugandzie). Mimo wzrostu aplikacji azylowych w Europie w ostatnich latach, kraje bogate goszczą mniejszość osób uciekających przed wojnami i prześladowaniami.

Obok uchodźców jest jeszcze większa grupa osób przesiedlonych wewnętrznie (Internaly Displaced People) – ponad 41 milionów – którzy pozostają w granicach swoich państw. Obie grupy często żyją w trudnych warunkach stłoczeni w obozach dla uchodźców i uzależnieni całkowicie od międzynarodowej pomocy. Wśród nich połowa to dzieci.

Rosnąca liczba osób starających się o pomoc międzynarodową powoduje od wielu lat ożywione dyskusje naukowe na temat uchodźców, budzi społeczne emocje i polityczne spory. Konwencja genewska wydaje się coraz bardziej zdezaktualizowana i nie pasująca do aktualnej rzeczywistości międzynarodowej.

Czy o status uchodźcy może ubiegać się np. osoba uciekająca przed skutkami zmian klimatycznych? Choć nie spełnia warunków wymienionych w Konwencji, to przecież pustynniejące pola czy zalewane coraz częściej domy stanowią podobne zagrożenie dla życia jak wojny. Precedensowy wyrok Komitetu Praw Człowieka ONZ ze stycznia tego roku w sprawie Teitioia vs. Nowa Zelandia, daje podstawy do uznania „uchodźców klimatycznych” w przyszłości, ale kwestia ta będzie długo wywoływała kontrowersje. Sędziowie co prawda uznali, że Nowa Zelandia miała prawo odmówić prawa azylu mieszkańcowi pacyficznej wyspy Kiribati, gdyż w aktualnej sytuacji podnoszący się poziom oceanów nie stanowił jeszcze bezpośredniego zagrożenia dla jego życia, to jednak nakazali aby państwa podejmując decyzje o deportacji brały także pod uwagę możliwość naruszenia praw człowieka powodowane przez zmiany klimatyczne.

Jeszcze większe problemy rodzi zacierająca się w praktyce granica między „uchodźcą” a „migrantem” czyli osobą dobrowolnie żyjącą poza swoją ojczyzną. W rzeczywistości ta sama osoba na różnych etapach swej „podróży” może wypełniać różne role. Czy osoba, która uciekła ze swojej ojczyzny przed wojną do innego kraju, a następnie wyjechała z niego dalej z uwagi na trudne warunki życia jest jeszcze uchodźcą czy już migrantem? Czy ktoś kto wyjechał zagranicę w celach zarobkowych, ale musiał stamtąd uciekać kiedy wybuchł konflikt jest nadal migrantem, czy jednak uchodźcą? W efekcie coraz więcej organizacji i ekspertów mówi o migracjach mieszanych.

Takich dylematów prawnych, politycznych i moralnych jest więcej. Co z zapewnieniem bezpieczeństwa państwa i specjalnych praw własnych obywateli? Co zrobić z osobami, które nie spełniają warunków do otrzymania ochrony międzynarodowej, ale państwa ich pochodzenia odmawiają ich przyjęcia z powrotem? Jak ocenić osoby, które nadużywają systemu azylowego z przyczyn ekonomicznych, blokując miejsca dla osób, które naprawdę uciekają przed śmiercią? A z drugiej strony, czy głód, ubóstwo a nawet brak perspektyw nie są równie poważnym zagrożeniem, jak np. religijna nietolerancja?

Kryzys migracyjny i uchodźczy z 2015 r. skłonił państwa do podjęcia prób lepszego uregulowania współpracy międzynarodowej w zakresie pomocy uchodźcom. Efektem tych wysiłków było przyjęcie przez większość państw świata w grudniu 2018 Międzynarodowego Paktu ws. Uchodźców, który może pomóc upowszechnić dobre praktyki i wspólne standardy współpracy. Decydująca dla przyszłości osób szukających schronienia będzie jednak postawa społeczeństw i decyzje polityków.

Rozważając własne stanowisko w tej sprawie warto zatem spojrzeć też na dokonania i wkład w dziedzictwo ludzkości osób, które nie zrobiłyby tego gdyby kiedyś, inne państwo nie zaoferowało im schronienia. Może Polska i inne państwa Europy Centralnej nie miałyby przyjaznej sekretarz stanu w USA, która wspierała ich szybkie przystąpienie do NATO w 1999 r. Tegoroczna pandemia COVID-19 uświadomiła wielu osobom w krajach zachodniej Europy, że ich systemy zdrowia nie poradziłby sobie bez wkładu w walkę z chorobą tysięcy migrantów i uchodźców – lekarzy, pielęgniarek, ratowników. Podobnie jest z milionami innych osób, które tak mogą się odwdzięczyć nowej ojczyźnie.

Pomaganie uchodźcom to nie tylko wyraz solidarności i moralna odpowiedzialność. To też inwestycja w drugiego człowieka. A także we własną gospodarkę, kulturę i naukę. Warto o tym pamiętać, nie tylko w Światowy Dzień Uchodźcy.

 

Patryk Kugiel

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych

w górę